Brzuchu precz

Po co chudnąć? Trochę o motywacji

motivation-1634875_960_720.jpgMyślę, że taki wpis szczególnie przyda się osobom, które doświadczyły momentów załamania w trakcie swojego odchudzania. Sam do takich osób należę i chociaż moja przygoda z tą tematyką rozpoczęła się stosunkowo niedawno to również doświadczyłem już chwili słabości podczas których zacząłem się zastanawiać po co się tak męczę. Takie momenty nachodzą człowieka zwłaszcza wtedy, kiedy naprawdę nie ma już na nic siły. Praca, dom, zakupy, dzieci, trening i jeszcze to ciągłe myślenie o jedzeniu (pomijaj już to jak pracochłonne jest przygotowywanie posiłków). Człowiek najpierw mówi sobie w duchu – przecież solidnie pracowałem tyle i tyle czasu, schudłem, nic się przecież nie stanie jak odpuszczę dziś sobie siłownię (zwłaszcza, że wiatr i plucha i ogólna zawierucha). Kupię też piwo na wieczór i obejrzymy sobie z żoną film o pierdołach zagryzając smutki kilogramem chipsów.

Za chwile pojawiają się wyrzuty sumienia i żal do siebie, że za łatwo się przecież poddajesz. Wszystko zmarnujesz człowieku, zaciśnij zęby i wypad na trening...

W takich właśnie chwilach przypominam sobie dlaczego w ogóle podjąłem wysiłek schudnięcia.

Po pierwsze zdrowie. Pisałem już w którymś z pierwszych wpisów, że dostawałem już zadyszki przy wiązaniu sznurowadeł i ogólnie czułem się jakoś tak do d.... Do kardiologa co prawda jeszcze nie chodzę, ale coś mi mówi, że z takim brzuchem to wkrótce byłoby nieuniknione. Do tego ciągłe zmęczenie, niewyspanie które też są skutkami otyłości. O innych zaburzeniach nawet boję się myśleć.

Po drugie wygląd. Mówi się, że facet musi być tylko odrobinę przystojniejszy od diabła, ale jednak kiedy spogląda się w lustro i widzi się wieloryba, zamiast smukłego wysportowanego przystojniaczka z przed kilku lat... Jednak wolałem swój wygląd z dawniejszych czasów i nie chodzi wcale o pojedyncze siwe włosy, które zaczynam dostrzegać na swojej skroni (jak śpiewał klasyk).

Po trzecie ogólna samoocena. Otyłość sprawia, że człowiek jakoś tak przestaje wierzyć w siebie. Staje się przez to bardziej nerwowy i sfrustrowany. Też tak macie? Ja z pewnością. Lepszy wygląd dodaje pewności siebie, bez wątpienia a im lepsza samoocena tym lepiej radzimy sobie w pracy i ogólnie w życiu. Jesteśmy bardziej asertywni i tak dalej.

No cóż kończę, bo widzę, że zrobiło się z tego takie małe Cosmopolitan. W każdym razie warto się czasami zastanowić po co zaczęliście się odchudzać. To naprawdę pomaga w utrzymaniu narzuconego sobie reżimu diety i treningu.